Jako że ostatnio miałem chwilę wolnego czasu, postanowiłem podejść ambitnie do tematu, odświeżyć własne umiejętności i stworzyć własny szablon. Co prawda poprawy wymaga min wygląd komentarzy, ale uznałem że już nadaje się do ujrzenia światła dziennego. Użyłem XHTML'a w wersji 1.1, a kod pomyślnie przechodzi walidację w3c.
Konstruktywne uwagi mile widziane :)
Jako że zdarzyło mi się spędzić majówkę we Wrocławiu, zawitałem na Thanks Jimi Festival no i oczywiście na koncert Deep Purple.
Purpurowi swój gig zaczeli od Highway Star, udowodnili przy tym iż mimo że są po 60, mają w sobie tyle energii co nie jeden 20latek.Nie muszę chyba dodawać że od razu pod scena zapanowało szaleństwo (mimo że publika składała się z kilku pokoleń:)). Po mocnym wejściu kapela dała publice chwilę wytchnienia grając Things I Never Said oraz Wrong Man (przynajmniej mnie bo przez ten czas nie byłem zgniatany stojąc w pierwszym rzędzie). Po chwili spokoju, piekło zawitało na pola marsowe - Strange Kind of Woman, w tym miejscu Ian Gillian mógł podarować sobie śpiewanie, publika go świetnie wyręczyła, ja natomiast musiałem zawzięcie walczyć o swoje miejsce.
Następnie przyszła kolej na Rapture of the Deep, wg mnie mimo ze piosenka jest relatywnie nowa to nie ustępuje Ich wcześniejszym dokonaniom. Nie czekając zbyt długo, Steve Morse opanował scenę grając niesamowitą codę Contact Lost - i tu poraz kolejny udowodnił że ząb czasu nie jest im straszny, za to co wyprawiał na gitarze należą mu się szczere słowa uznania. Gillian dostał chwilę wytchnienia, bo po "Utraconym kontakcie" przyszła kolej na The Well Dressed Guitar i Wring that Neck - które wg mnie miały spełnić rolę zapychacza ale mimo wszystko dały radę. Za chwilę Pola Marsowe miały się przekonać dlaczego Gillian odpoczywał - Sometimes I Feel Like Screaming ponownie rozpętało piekło pod sceną. Kolejny etap to odegranie Fireball przy którym zostałem dosłownie wyrwany z miejsca w którym stałem. Po ognistej kuli, Purpowi pokazali że bitwa trwa nadal grając The Battle Rages - co również miało odbicie już nie tylko pod scena :).
Po bitwie, Don Ariey postanowił zaprezentować szczyptę swoich umiejętności łącząc Chopina z Mazurkiem Dąbrowskiego (co prawda to połączenie zostało wymyślone jeszcze przez Jona Lorda, ale i tak szacunek dla Ariey'a ), nie muszę chyba mówić ze publika została oficjalnie 'kupiona'.Po popisach klawiszowych przyszłą kolej na mojego faworyta całego koncertu - Perfect Stranges (sam osobiście czekałem na Knocking on your back door, ale tym kawałkiem również byłem uszczęśliwiony). Do tej pory brakowało nieśmiertelnych hitów z Machine Head, więc Panowie postanowili to zmienić grając Space Truckin i Smoke on the water - chyba nie było na koncercie nikogo, kto by nie znał tego drugiego utworu, nie muszę chyba pisać jaką reakcje to wywołało. Po smoke'u Panowie postanowili się trochę podzielić swoimi akcesoriami rzucając w publikę pałki, kostki czy ręczniki, jednak Wrocław nie miał dość i domagał się bisu, nie musieliśmy z resztą długo czekać, zaraz pojawili się na scenie by zagrać Hush i Black Night.
Jednak co dobre szybko się kończy (chociaż chyba nie tylko w moim mniemaniu koncert skończył się stanowczo za szybko). Opuszczając moją miejscówkę zdałem sobie sprawę z ogromu ludzi którzy przybyli, było to dosłownie ocean ludzi (w sumie mogłem się o tym przekonać w trakcie koncertu nie odwracając się- wystarczyło podkulić nogi a dalej by się stało na tej samej wysokości,Na jedyny duży minus zasłużyło miasto - najbardziej odczuli to zmotoryzowani którzy zostali pozostawieni sami sobie bez jakiegokolwiek nadzoru(co zaowocowało ponad godzinnym toczeniu się po wąskich uliczkach w okolicach pól marsowych .
Credits:
Specjalne podziękowania dla Asi i Jej taty, bez których na pewno bym tam nie dotarł
designed by Pawel "Mamut" Podolak
Powered by Jogger.pl 2009